23 osoby zasiądą na ławie oskarżonych w procesie w sprawie nieprawidłowości przy ubezpieczaniu majątku Elektrowni Opole. Wśród oskarżonych o przyjmowanie łapówek są b. prominentni politycy SLD - b. poseł i minister Aleksandra J. oraz b. opolski "baron" Sojuszu i także poseł, Jerzy Sz. - poinformowała rzeczniczka prasowa opolskiej prokuratury okręgowej, Lidia Sieradzka. Najważniejszym wątkiem zakończonego śledztwa była korupcja przy ubezpieczaniu elektrowni. Firmy brokerskie pośredniczące w ubezpieczeniu musiały płacić łapówki osobom pełniącym wówczas funkcje publiczne. "Był to dla nich rodzaj haraczu, który musiały płacić, jeśli chciały dalej funkcjonować na rynku" - tłumaczyła Sieradzka.Wśród oskarżonych o przyjmowanie łapówek jest Aleksandra J., która według prokuratury miała przyjąć prawie 500 tys. zł korzyści majątkowych. Zarzuty dotyczą okresu od 2002 do 2004 r., gdy Aleksandra J. była posłanką na Sejm. Miała wówczas - wykorzystując swój mandat poselski - wskazać brokera, który miał ubezpieczać Elektrownię Opole. Broker w zamian za to podzielił się prowizją z osobami wskazanymi przez b. posłankę, w tym również z nią samą. Grozi jej kara do 12 lat więzienia. Aleksandra J. nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów.Inny b. polityk i poseł Sojuszu - Jerzy Sz. ma zarzut żądania i przyjęcia 90 tys. zł łapówki. Pieniądze wpłynęły w lipcu 2002 r. na konto założonego przez niego Opolskiego Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Myśli Lewicowej i Samorządności Lokalnej Demokratycznego Państwa Prawa "Dla Przyszłości". Czyn przypisany Jerzemu Sz. jest zagrożony karą do 8 lat więzienia. B. poseł także nie przyznaje się do tego - jedynego - postawionego mu zarzutu.Pieniądze z prowizji brokera mieli - według ustaleń śledztwa - przyjmować także b. prezes elektrowni Henryk Sz., b. członek zarządu firmy Leszek W., b. szefowa opolskiego oddziału PZU, który ubezpieczał elektrownię - Stanisława Ch., a także mąż Aleksandry J. - Maciej, który według prokuratury był głównym "egzekutorem należności". Zarzuty korupcji mają także właściciele dwóch firm brokerskich, które "dzieliły się" prowizją z przyjmującymi łapówki.Jak podkreśliła prokurator Sieradzka, rzeczywiste kwoty, jakie przyjęli oskarżeni, są wielokrotnie mniejsze od tych, jakie docelowo miały im przypaść. "Według przestępczych ustaleń, mieli w latach 2001- 2007 otrzymać ponad 4,5 miliona zł z wynoszącej 6.5 miliona prowizji pośredników w ubezpieczeniu majątku firmy" - powiedziała Sieradzka. Materiał dowodowy, zgromadzony przez prokuraturę w 114 tomach akt, obejmuje zeznania świadków, wyjaśnienia podejrzanych, dokumenty - w tym wydruki bankowe - a także stenogramy rozmów telefonicznych pomiędzy podejrzanymi, z których wynika, że dochodziło pomiędzy nimi do kłótni o podział pieniędzy. "Podsłuchy były stosowane wobec najważniejszych postaci aktu oskarżenia. Ich stenogramy będą odczytane podczas procesu" - zaznaczyła prokurator.Sieradzka dodała, że oskarżeni nie zatrzymywali dla siebie wszystkich otrzymanych od brokerów pieniędzy. Wędrowały one do wskazanych przez nich instytucji - min. stowarzyszeń i klubów sportowych. "Musimy pamiętać, że przyjęcie korzyści majątkowej jest nie tylko dla osoby, która ją przyjmuje, ale również dla innych osób przez nią wskazanych. Tak było w przypadku 90 tys. zł dla stowarzyszenia Jerzego Sz." - powiedziała rzecznik opolskiej prokuratury.
Sejmowa komisja śledcza ds. banków przesłuchała b. przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd Jacka Sochę oraz b. premiera Waldemara Pawlaka. Pytania dotyczyły prywatyzacji Banku śląskiego (BSK). Komisja zamówiła także ekspertyzy prawne dot. ew. przesłuchania w tej sprawie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.W czasach prywatyzacji BSK (1993-1994) Socha był dyrektorem Biura Inspekcji Komisji. Natomiast Pawlak był premierem koalicyjnego rządu PSL-SLD, w którym funkcję ministra finansów sprawował Marek Borowski, a wiceministrem odpowiedzialnym z prywatyzację BSK był Stefan Kawalec.Z zeznań Pawlaka wynika, że odpowiedzialność za prywatyzację BSK ponosi Kawalec, Borowski włączył się w ten proces później. Jego zdaniem, przy prywatyzacji Banku Śląskiego należy raczej mówić o niedochowaniu należytej staranności, niż o złamaniu prawa.Pawlak wyjaśnił, że gdy w pierwszych notowaniach giełdowych cena akcji banku wyniosła ponad 13-krotność ceny emisyjnej, zażądał dymisji Kawalca. Borowski nie podzielał opinii Pawlaka w tej sprawie.Zgodnie z obowiązującym wówczas prawem, premier mógł sam odwoływać sekretarzy i podsekretarzy stanu. Decyzję o odwołaniu ministra podejmował Sejm.Pawlak odwołał Kawalca w 1994 r. uznając, że prywatyzacja BSK została źle przeprowadzona. Wyjaśnił, że decyzja o odwołaniu Kawalca była konsultowana z Borowskim. Dodał, że rozmawiał z nim o zwolnieniu wiceministra i prosił, by złożył wniosek o odwołanie Kawalca. Gdy Borowski odmówił, Pawlak zwolnił Kawalca bez takiego wniosku. Następnie Borowski złożył dymisję, która została przyjęta przez Sejm.Akcje BSK sprzedawano jesienią 1993 r. po 500 tys. ówczesnych złotych (50 zł). W dniu debiutu, w styczniu 1994 r., kurs akcji BSK wyniósł 6,75 mln zł (czyli 675 zł). Nie wszyscy akcjonariusze zainteresowani zbyciem akcji mogli jednak sprzedać posiadane walory, ponieważ opóźniało się potwierdzanie świadectw depozytowych. Był to wówczas element rejestrowania na rachunku inwestycyjnym akcji kupionych w ofercie publicznej. Kwestia rozbieżności między ceną emisyjną BSK a kursem giełdowym z pierwszych notowań jest jedną ze spraw, jakimi zajmuje się komisja, badając prywatyzację tego banku.Zdaniem Pawlaka, można się zastanawiać, czy wyceniając akcje BSK przed ich sprzedażą przez ministra finansów, można było dokładniej porównać cenę z giełdowymi kursami banków takich jak WBK czy BRE. Pawlak zwrócił jednak uwagę, że przy określaniu ceny BSK resort finansów działał zgodnie z procedurą prywatyzacji. "Trudno się dopatrzyć wprost złamania przepisów prawa" - dodał. Podkreślił, że po rozpoczęciu giełdowych notowań BSK nie można było już odwrócić procesu prywatyzacji.Pawlak przypomniał, że ówcześni koalicjanci w jego rządzie mieli odmienne poglądy na temat procesu prywatyzacji. PSL chciało wprowadzić zmiany, natomiast SLD było "zauroczone prywatyzacją za wszelką cenę".Socha poinformował, że przy rozpoczęciu giełdowych notowań BSK, potwierdzonych było tylko 4 proc. świadectw, co uznał za działanie "wysoce niewłaściwe". "Wysnuliśmy taki wniosek, że zrobiono to celowo" - wyjaśnił, dodając, że opóźnienia w potwierdzaniu świadectw mogły prowadzić do zawyżania kursu giełdowego akcji BSK ze względu na niską podaż akcji.Zdaniem Sochy, za zaistniałą sytuację odpowiedzialność ponosiło kierownictwo banku i domu maklerskiego. Socha przypomniał, że Komisja cofnęła licencję maklerską dla BSK. Po odwołaniu banku KPW licencję przywróciła, ale ukarała bank finansowo.Posłów interesowało też, czy resort finansów, jako sprzedający akcje BSK, mógł manipulować giełdowym kursem.Socha przypomniał, że po rozpoczęciu notowań BSK na giełdzie, w styczniu 1994 r., minister finansów sprzedał pakiet akcji BSK, wynoszący ponad 2 proc. akcji banku. Zgodnie z obowiązującym prawem, akcjonariusz sprzedający taki pakiet powinien był poinformować o tym spółkę, by mogła przekazać tę informację inwestorom."To nie zostało zrobione. Nie wiem, czy to była manipulacja" - powiedział Socha. Przypomniał też, że sprawą zajmowała się wówczas KPW.Wyjaśniał, że decyzję o dopuszczeniu do notowań giełdowych podejmowała sama giełda. Jego zdaniem, choć większość akcjonariuszy nie miała możliwości sprzedać akcji BSK na pierwszych sesjach, to GPW mogła podjąć decyzję ze względu na trwającą hossę. Socha przypomniał, że hossa trwała od marca 1993 r. i na początku 1994 r. pojawiły się pytania o jej trwałość. Podkreślił, że gdyby notowania rozpoczęły się zbyt późno, inwestorzy straciliby okazję do korzystnego sprzedania akcji po załamaniu na giełdzie.Podczas przesłuchania posłowie pytali też o tzw. "listę Pęka", czyli o listę osób, które w 1993 r. kupiły akcje BSK.O liście mówił podczas przesłuchania 16 maja eurodeputowany LPR Bogdan Pęk. Miał on widzieć u b. przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych (KPW - poprzedniczki KPWiG) Lesława Pagi listę akcjonariuszy Banku Śląskiego (BSK). Na tej liście miały znajdować się znane nazwiska - w tym osób, które były uprzywilejowane podczas sprzedaży akcji BSK."Nic o takiej liście nie wiem, takiej listy nie widziałem. Nie znam ani jednego nazwiska, żadnej osoby, która miałaby być w szczególny sposób wyróżniona i znajdować się na tej liście" - podkreślił Socha. Nie wykluczył, że taka lista mogła istnieć, ponieważ gdyby Komisja zwróciła się do biura maklerskiego prowadzącego sprzedaż akcji BSK o wykaz akcjonariuszy, musiałaby listę otrzymać.Pawlak natomiast stwierdził, że słyszał o liście z doniesień medialnych.Według przewodniczącego komisji Adama Hofmana (PiS), zeznania Pawlaka wniosły wiele do prac komisji. "Premier powiedział dość jasno - odpowiedzialność polityczną - według umowy koalicyjnej - za prywatyzację Banku Śląskiego ponosi minister finansów i SLD ze swoim przewodniczącym Aleksandrem Kwaśniewskim" - powiedział dziennikarzom."Będziemy sprawdzać, czy te akty oskarżenia, które zostały umorzone - zostały umorzone prawidłowo. Badamy też ten wątek. To że sprawy nie zakończyły się wyrokami, to nie znaczy, że nie popełniono tam przestępstwa" - ocenił Hofman.Poseł Artur Zawisza (PR) proponował, aby komisja przesłuchała w tej sprawie także prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który był prezesem Najwyższej Izby Kontroli, gdy NIK kontrolowała prywatyzację Banku Śląskiego. Komisja uznała jednak, że zanim zdecyduje, czy wezwie na przesłuchanie prezydenta, konieczne są ekspertyzy prawne.Zawisza powiedział, że do czasu otrzymania ekspertyz, wstrzymuje się ze złożeniem formalnego wniosku.Dziennikarzom poseł mówił jednak, że nie ma wątpliwości prawnych. "Tak jak można wezwać było Aleksandra Kwaśniewskiego (przed sejmową komisję śledczą ds. PKN Orlen-PAP), tak można wezwać prezydenta Kaczyńskiego" powiedział. Zdaniem przewodniczącego komisji Adama Hofmana (PiS), nie ma potrzeby przesłuchania prezydenta, gdyż raport NIK zawiera wyczerpujące informacje na temat przebiegu prywatyzacji Banku Śląskiego.Zgodnie z ustawą o komisji śledczej prezydent może zostać wezwany, ale jest też jedyną osobą w państwie, która nie ma obowiązku stawienia się na przesłuchaniu.Eksperci komisji podkreślili, że aby wezwać prezydenta, komisja musi wyczerpać wszystkie inne środki dowodowe.
Jeśli SLD wytoczy mi proces, podzielę się z sądem swą wiedzą o tym, jakie osoby miały konta w jakich bankach i z kim są one powiązane - tak szef MSWiA Janusz Kaczmarek komentuje zapowiedź Sojuszu o możliwości pozwania jego i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Dodał, że powie to sądowi, jeśli dojdzie do takiego procesu, a sąd zwolni go z tajemnicy służbowej.Szef SLD Wojciech Olejniczak twierdzi, że Kaczmarek i Ziobro pomawiają lewicę i SLD w sprawie zagranicznych kont. Zapowiedział, że jeśli te pomówienia nie skończą się, SLD wystąpi do sądu o ochronę dóbr osobistych."Wszystkie moje wypowiedzi są wyważone i mają swe odzwierciedlenie w faktach" - powiedział w poniedziałek Kaczmarek na konferencji prasowej. "SLD nie zbije na mnie kapitału" - dodał.Po południu w studiu TVN24 minister podkreślił, że materiał dowodowy dotyczący tej sprawy jest "bardzo interesujący" i pozwoli w przyszłości na stawianie zarzutów i kierowanie do sądu aktów oskarżenia. Dodał, że w jednym przypadku pozwolił już na wystawienie listu gończego za pewną osobą.Minister nie chciał ujawnić szczegółów. Powiedział jedynie, że "jest to osoba, która w pewnym czasie pełniła funkcje państwowe i brała udział w prywatyzacji".W zeszły czwartek Kaczmarek mówił, że są politycy z SLD, którzy mają konta za granicą, a pieniądze na nich prawdopodobnie pochodzą ze źródeł przestępczych. Według zeznań oskarżonego m.in. o korupcję lobbysty Marka Dochnala, tajne konta mieli posiadać w Szwajcarii i Lichtensteinie byli prezydenccy ministrowie Marek Siwiec i Marek Ungier, b. minister gospodarki Jacek Piechota, b. minister skarbu Wiesław Kaczmarek, b. szef resortu zdrowia Mariusz Łapiński i b. szef NFZ Aleksander Nauman. Zaprzeczali oni tym informacjom.Ziobro nie potwierdził w piątek, że Szwajcaria zgodziła się przekazać listę kont polskich polityków, założonych w tamtejszych bankach - jak podały polskie media. Katowicka prokuratura, która przed rokiem zwróciła się o pomoc prawną do władz Szwajcarii, poinformowała, że nie prowadzi osobnego śledztwa dotyczącego kont, jakie mają posiadać w tym kraju politycy lewicy.Wypowiedzi Ziobry i Kaczmarka na temat domniemanych szwajcarskich kont lewicy skrytykowały SLD i PO. Zdaniem liderów tych partii jak najszybciej należy "przeciąć ten łańcuch plotek i insynuacji".


Podczas niedzielnej konwencji z ust Donalda Tuska padła ważna deklaracja: "Jesteśmy tu, aby rządy IV Rzeczpospolitej zakończyły się tak szybko, jak to możliwe". Na jego miejscu trzymałbym się trwale tej deklaracji Platforma Obywatelska nie chce już szarpać cuglami państwa. Na niedzielnej konwencji programowej zobaczyliśmy nową twarz tej partii - proeuropejską, zatroskaną o losy kraju pod rządami radykałów, a mimo to uśmiechniętą, bo świadomą własnej wartości i celów. To bardziej sympatyczna twarz niż poprzednia - partii wzywającej do radykalnych rozliczeń z przeszłością i podjęcia ryzykownych eksperymentów dla wzmocnienia państwa. Ale przecież były też inne twarze PO - przed sześciu laty raczkująca wówczas partia miała twarz ugrupowania skrajnie liberalnego, później mocno konserwatywnego, akcentującego wartości chrześcijańskie i rodzinne. Dziś nie wiemy, która twarz jest prawdziwa. Może są to tylko maski, które bez trudu można kupić od specjalistów do spraw politycznego marketingu, nosić, dopóki służy to wzrostowi notowań, a potem zastąpić nową? Łatwość zmiany wizerunku i elastyczność to cechy pożądane w polityce, pod warunkiem że się z nimi nie przesadzi. Donald Tusk i Platforma Obywatelska mają dwa lata, by udowodnić wyborcom, że traktują program i fundamenty, na których jest oparty, poważnie. W obronie demokracji, przeciw IV RP - Witam Państwa bardzo serdecznie. Dziś gościem "Salonu Politycznego Trójki" jest Pan Antoni Macierewicz szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Dzień dobry Panu.- Dzień dobry Panu. Dzień dobry Państwu.- Wczoraj na UW wielka konferencja. Lech Wałęsa obok Aleksandra Kwaśniewskiego i Andrzej Olechowski mówili o zagrożeniach dla państwa prawa, zagrożeniach dla państwa demokratycznego. Jest specjalna deklaracja. Pana tam nie było.- Tak. Mnie tam nie było. I trudno sobie wyobrazić, żebym mógł tam być. Nad tą konferencją jednak ciążyły trzy dramatyczne kwestie. Po pierwsze - wschodnie pieniądze - tak, jak nad początkiem SLD ciążyły sowieckie pieniądze, tak tutaj, nad tym ciążyły pieniądze wpłacone przez oligarchę ukraińskiego Kwaśniewskiemu. Dziś mamy informację, że on będzie finansowany nadal z tego samego źródła. W związku z tym to wrażenie się tylko pogłębia.- Jak powiedział premier - wszystko jest zgodne z prawem.- Rozumiem. Przecież nie twierdzę, że nie jest zgodne z prawem. Tylko mówię, że nad tą konferencją te pieniądze ciążyły i ciążyć będą. Po drugie - oglądałem fragmenty tego - oczywiście nie całość. I to, co zdominowało obraz, jaki widziałem, to zafascynowane, uniesione z radości uśmiechnięte twarze pana Wachowskiego, pana Ungiera, pana Siwca. To jest symbol czasów, które na szczęście odeszły w przeszłość czasów Polski korupcyjnej, czasów Polski rozkradanego majątku narodowego, czasów Polski słabej na arenie międzynarodowej.- Czy nie jest tak, że ta Polska ma rozmaite cechy? III RP to jest również Polska, która osiągnęła sukces ekonomiczny, to Polska, która jest w NATO, to Polska, która jest w UE.- Polska sukces ekonomiczny osiąga teraz. A kiedy pieniądze płynące do Skarbu Państwa są rzeczywiście dystrybuowane dla społeczeństwa. To jest Polska sukcesu ekonomicznego, a nie Polska powstających, gigantycznych fortun oligarchów postkomunistycznych, rozkradanego Skarbu Państwa, niszczonych polskich zakładów, afer gospodarczo-agenturalnych. Nie mam zamiaru kwestionować olbrzymiego wysiłku narodu polskiego w ciągu ostatnich 15 lat. Wysiłku, żeby ocalić jak najwięcej z dorobków przeszłych pokoleń. Dzięki Bogu - to różnie można oceniać - ale generalnie ocenia się, że mniej więcej połowa majątku narodowego udało się ocalić. I to jest oczywiście olbrzymie dobro, które należy bardzo poważnie wliczyć na dobro ubiegłych czasów. Ale elity, które reprezentowali ci trzej ludzie, bo oczywiście na tym spotkaniu byli też ludzie dobrej woli, nie mam zamiaru tego kwestionować, mówię o tych trzech, którzy rzucili mi się w oczy i którzy, jak sądzę, z mojego punktu widzenia zdominowali - czy też im podobni - zdominowali tamto spotkanie. Nie kwestionuję dobrej woli innych. Te elity właśnie dążyły w zupełnie przeciwnym kierunku.- Tak Pan rozpoczął odpowiedź na pytanie. Bo powiedział Pan o pieniądzach, które fundacja Aleksandra Kwaśniewskiego dostała od oligarchy ukraińskiego.- Będą ciążyły na tym spotkaniu zarzuty. Trudno, żeby tak się nie stało, jeżeli okazuje się, że były prezydent jest finansowany przez oligarchę ukraińskiego.- Który mówi - to jest największy ambasador Ukrainy w UE.- Mam nadzieję i jestem głęboko przekonany na tyle, na ile znam tę problematykę, że naprawdę na Ukrainie są ludzie, którzy nieporównanie lepiej reprezentują to państwo w UE. Ale to oczywiście jest rzeczy oceny. Pan Aleksander Kwaśniewski wybiera tę osobę, która dla niego symbolizuje Ukrainę. Mnie się wydaje, że są inne osoby, które Ukrainę we współczesnej Europie, we współczesnym świecie reprezentują dużo lepiej.- Zmierzam do czegoś innego. Może lepiej się wsłuchać w głos dwóch byłych prezydentów.- Też tak uważam. Trzeba się wsłuchać.- I zastanowić się nad tym, czy to, co mówią przypadkiem nie ma - po pierwsze - jakiegoś sensu. Po drugie - czy nie jest tak, że niekiedy naruszane są w Polsce, w IV RP procedury demokratyczne. Czy może coś złego się dzieje, skoro jednak popularność tez głoszonych przez zarówno Lecha Wałęsę, jak i Aleksandra Kwaśniewskiego jest tak duża?- Nie sądzę, żeby popularność tych tez była taka duża. Doceniam oczywiście wysiłek reklamowy, jaki zrobiono wokół tego wydarzenia. Można powiedzieć, że PR był znakomicie zorganizowany. Ale Pan mnie zapytał o treści, które odczytuję ja z tej imprezy, a nie o reklamę, jaką wokół tego zrobiono. A w głos każdego trzeba się wsłuchiwać - nad każdym trzeba się pochylić i wszystkiemu trzeba się przyjrzeć. Chcę jeszcze powiedzieć o trzecim, poza właśnie tą twarzą Wachowskiego, Ungiera, czy pana Siwca, która też dominowała. To jest jeszcze przesłanie walki z lustracją. To jest jeszcze przesłanie, które z mojego punktu widzenia przede wszystkim godzi w bezpieczeństwo państwa, dlatego, że różne są aspekty lustracji. O wielu rzeczach mówiono ostatnio i słusznie. Mówiono bardzo wiele o prawie do dostępu do informacji, o prawie do wiedzy o naszej najnowszej przeszłości. To wszystko jest prawda. Ale głównym - z mojego punktu widzenia - motywem lustracji jest bezpieczeństwo państwa. A na tym spotkaniu tak było, że to był wielki front odmowy przeciwko lustracji. Wielki front pochwały łamania obowiązującego prawa. Przecież osoby, które wczoraj tam dominowały to byli ludzie, którzy przez ubiegły miesiąc wzywali do złamania prawa RP. Nie sposób tego nie odnotować. Przy całym szacunku - jak mówię - tam na pewno było wielu ludzi, którzy przecież mieli inne intencje, etc. To dominowało.- Ale w końcu okazało się, że prawa nie złamali. TK zakwestionował wiele punktów ustawy lustracyjnej. Okazało się, że ta ustawa lustracyjna z punktu widzenia TK była bublem prawnym.- Nie. Ustawa na pewno nie była bublem prawnym. Gdyby rzeczywiście przyjąć tę logikę, którą Pan formułuje, to trzeba by powiedzieć tak - co się tak naprawdę okazało, to jeszcze nie wiadomo. Dlatego, że historia toczy się dalej i możemy być świadkami jeszcze różnych nowych wydarzeń, które będą kazały interpretować orzeczenie TK w jeszcze innym świetle. Mamy obowiązek oceniać sytuację w danym momencie. W momencie, kiedy np. pan Geremek, ale nie tylko on występował przeciwko lustracji, przeciwko składaniu oświadczeń lustracyjnych, wzywał do łamania prawa. I podobnie bardzo wiele osób, które się wczoraj tam spotkały. Z mojego punktu widzenia to godziło w bezpieczeństwo państwa, ponieważ lustracja ma zagwarantować przywrócenie państwu polskiemu bezpieczeństwa.- Ja nie wiedzę. Bo to jest takie twierdzenie, że ma przywrócić państwu polskiemu poczucie, czy fundamenty.- Nie. Nie poczucie. Realne bezpieczeństwo.- Ale dlaczego lustracja? Przecież Pan jest szefem SKW, minister Wassermann pracuje ze służbami. Rozumiem, że Jarosław Kaczyński jest premierem, który kontroluje sytuacje. To dlaczego Panom tak zależy na lustracji, skoro życie przesunęło się dalej?- Życie w ogóle się przesuwa dalej. Taka jest jego natura. Rzecz w tym, że ustawa lustracyjna zawierała - mam nadzieję, że w jakiejkolwiek modyfikacji - mimo, że ten punkt został dotknięty przez TK, będzie zawierała zasadę, iż osoby w przeszłości sowieckimi agentami, nie będą mogły sprawować najwyższych funkcji państwowych. Trzeba sobie uświadomić, że w systemie prawnym, jaki obecnie obowiązuje, jeżeli nie będzie ustawy lustracyjnej zawierającej takie właśnie rozstrzygnięcie, nie będzie można chronić najważniejszych instytucji państwa przed tym, żeby zostały zdominowane przez dawną sowiecką agenturę ze wszystkimi tego konsekwencjami, jakie widzieliśmy, czy przy aferze Rywina, czy później orlenowskiej. Tzn., że utrzyma się, umocni się struktura mafijna zbudowana na dawnych związkach sowieckich agenturalnych. To jest olbrzymie niebezpieczeństwo w sytuacji, kiedy Rosja niewątpliwie potężnieje, kiedy wracają jej imperialne dążenia, kiedy ten problem staje się dla nas jednym z ważniejszych dla bezpieczeństwa państwa.- Przecież lustracja nie dotyczy sowieckich agentów, tylko dotyczy tajnych współpracowników SB i do tego przy niepełnych źródłach informacyjnych, czyli po zniszczonych archiwach, itd.- Tego nie rozumiem, czy przy zniszczonych archiwach. Archiwa otwórzmy. Jeśli chodzi o ten aspekt, który Pan poruszył, nie rozumiem argumentu. Istota rzeczy polega na tym, żeby ludzie o sowieckiej przeszłości nie mogli pełnić najwyższych stanowisk w państwie. Prawnym narzędziem do tego jest właśnie lustracja. TK zablokował lustrację, a ludzie, którzy się tam wczoraj zebrali, do tego wzywali i organizowali kampanię na rzecz zablokowania lustracji.- Ale archiwa dotyczące sowieckiej agentury są w Moskwie, są dobrze strzeżone. Nasza lustracja nie ma do tego dostępu. Lustracja dotyczy tajnych współpracowników.- To prawda.- I co ci tajni współpracownicy mogą złego Polsce zrobić?- Ci tajni współpracownicy mogą zajmować istotne stanowiska w państwie, które jeżeli nie będzie ustawy lustracyjnej, nie sposób będzie bronić przed nimi. W oparciu o obowiązujące prawo przyjdzie pan Iksiński i powie - nie ma możliwości prawnej usunąć mnie z tego stanowiska. I jeżeli pan, panie ministrze, będzie wnioskował o usunięcie mnie z tego stanowiska, to pan będzie łamał prawo i znajdzie w sądzie RP wsparcie w tej sprawie.- Ale ministrowie, posłowie są w Polsce lustrowani. Składają oświadczenia lustracyjne.- Nie. Byli. Byli lustrowani. Teraz nie są lustrowani. Dlatego, bo TK - a między innymi w związku z tymi wezwaniami, całą kampanią, jaka miała miejsce - właśnie lustrację zablokował. Dlatego mówiłem, że to wczorajsze wydarzenie, to był m.in. wielki front antylustracyjny. A jeżeli zważyć na to, co ci ludzie mówili jeszcze przez ubiegłe dwa miesiące, front wzywania do łamania prawa, które miało chronić RP, chronić bezpieczeństwa państwa polskiego.- Co dalej powinno się dziać z lustracją? Powinny być otwarte archiwa tak, jak teraz mówią politycy? Otwarte, ale co otwarte?- Ja oczywiście byłem, jestem i zapewne będę zwolennikiem otwarcia archiwów. Ale uważam, że w takiej strukturze prawnej, jaka została zarysowana przez TK, to głosy ludzi, którzy walczyli przez cały czas z lustracją, wzywające teraz do otwarcia archiwów, są po prostu fałszywe. Ci ludzie tak mówią, bo wiedzą, że to, przy tym stanie prawnym jest nierealne. Najważniejsze jest zaś, żeby nowa ustawa - mam nadzieję - jak najszybciej przeprowadzona zabezpieczyła podstawowe instytucje państwa przed penetracją przez agenturę postsowiecką. To jest najważniejsze.- Czyli dotyczyła węższej grupy? Wracamy do tej samej grupy lustrowanych.- Nie powiedziałem, żeby dotyczyła węższej grupy. Nic takiego nie powiedziałem i nie mam zamiaru takiej tezy formułować. Za to, ważne jest, żeby te instytucje państwa nie mogły być w sposób formalnie zgodny z prawem penetrowane przez tę agenturę. To naprawdę jest olbrzymie niebezpieczeństwo we współczesnym świecie i w Polsce, która jest narażona na tę zewnętrzną presję. I ta presja zewnętrzna jest realizowana poprzez tego typu ludzi.- Pan wie, że jest realizowana?- Tak. Realnie jest.- Tutaj rosyjskie interesy są w Polsce zabezpieczone przez agenturę wpływu? Tak jest, czy nie?- Myślę, że najbezpieczniej i najtrafniej będzie jeżeli odwołamy się do ustaleń, które są bezsporne. A te ustalenia np. komisji orlenowskiej pokazują jaki jest zasięg oraz ustalenia, jakie były przedmiotem raportu o weryfikacji WSI. Jeżeli jedna z najważniejszych instytucji bezpieczeństwa państwa jest kierowana przez 300 oficerów, którzy przeszli przez szkolenia GRU i KGB, to pokazuje jaki był zakres penetracji najważniejszych instytucji państwa polskiego pod rządami osób wzywających do zablokowania lustracji, bo o to właśnie chodzi.- Ale to się skończyło, bo WSI zostało zlikwidowane.- Miejmy nadzieję, że się skończyło. Mam nadzieję, że ten stan zostanie utrzymany. Niemniej jeśliby zostały zrealizowane wezwania wczorajszej konferencji, to byśmy mieli powrót do tamtej sytuacji. I to jest właśnie zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.- Czy to nie jest tak, że Pan ma taką filozofię strachu, filozofię odwoływania się do przeszłości i opowiadania o zagrożeniach, które we współczesnym świecie są inne, a przynajmniej z tej strony są mniejsze?- Nie. Nie sądzę, żebym miał filozofię strachu. Za to rzeczywiście mam filozofię dbania o bezpieczeństwo państwa polskiego. To jest mój ustawowy obowiązek. I jeżeli tego zaniedbamy, to Polska znajdzie się znowu w różnorodnych zależnościach, które zlikwidują świeżo odzyskaną niepodległość.- Jak może, skoro jesteśmy w NATO, w UE, to jak można mówić o innych, różnorakich zależnościach?- Na szczęście jesteśmy w NATO. A przede wszystkim budujemy partnerskie stosunki bezpieczeństwa i wzajemnych, bliskich relacji ze Stanami Zjednoczonymi. To jest fundament naszego międzynarodowego bezpieczeństwa. Liczę też na to, że nasza obecność w UE zostanie korzystnie spożytkowana, że UE w tych konfliktach, które obecnie się dzieją, opowie się za Polską. Tak na razie jest i to jest optymistyczne.- Dzisiejsza "Rzeczpospolita" na pierwszej stronie: "Ponad milion komputerów wykorzystali rosyjscy hakerzy do ataku na estońskie strony internetowe. Zablokowano serwery najważniejszych instytucji, banków, czołowych gazet i partii politycznych". To jest realne niebezpieczeństwo?- To bardzo realne niebezpieczeństwo i jego się zwykle nie dostrzega. Internet i upowszechnianie informacji oraz funkcjonowanie wielu instytucji państwowych jest w olbrzymim stopniu oparte właśnie o łączność internetową, komputerową. Tymczasem - nie tylko w Polsce - możliwość penetracji i zablokowania właśnie tego typu łączności przez zewnętrzną interwencję jest ostatnio gigantyczna. Takie kwestie miały miejsce także w kilku najważniejszych instytucjach życia państwa polskiego. Na szczęście udało się to niebezpieczeństwo zidentyfikować i go wyeliminować. Ale to jest rzeczywiście bardzo realne niebezpieczeństwo. Także odgrywają tu bardzo dużą rolę spółki infiltrowane przez byłych żołnierzy WSI i o potencjalnych wpływach zewnętrznych.
sobota, 20 marca 2010
Licznik odwiedzin: 533190
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
NIECH ZWYCIĘŻY IV RP!!! DLACZEGO BO III RP BYŁA RAJEM DLA ZŁODZIEI!!! ZNIWECZYŁA MARZENIA I NADZIEJE ORAZ CAŁY DOROBEK POKOLENIOWY MILIONY POLAKÓW!!! IV RP - BUDOWA RZECZPOSPOLITEJ PO 16-TU LATACH JE...
"więcej" ...NIECH ZWYCIĘŻY IV RP!!! DLACZEGO BO III RP BYŁA RAJEM DLA ZŁODZIEI!!! ZNIWECZYŁA MARZENIA I NADZIEJE ORAZ CAŁY DOROBEK POKOLENIOWY MILIONY POLAKÓW!!! IV RP - BUDOWA RZECZPOSPOLITEJ PO 16-TU LATACH JEJ OKRADANIA!!! Wszystko o piłce nożnej i polityce, w szczególności: -pomorskiej piłce nożnej -szeroko rozumianego arbitrażu -wpływu polityki na rozwój piłki nożnej w kraju i w regionie.
"schowaj" ...
Jestem prawdziwym patriotą Polski.